sobota, 9 czerwca 2012

IMAGIN O LOUISIE
Obudził mnie dzwonek telefonu.Dzwoni Lou zobaczyłam.
-Hej skarbie zabieram cię dzisiaj na wycieczkę zgadzasz się?
-Tak
-To będę po ciebie o 13:00
-Dobra będę czekała.Do zobaczenia.Pa
-Pa.
Była godzina 10:30.No to pójdę się umyć i ogarnąć trochę.Wyjęłam z szafy bluzkę z napisem"I Love Boys",czerwone spodnie i wysokie buty do kostki.Przebrałam się w ciuchy, które wcześniej  wyciągnełam.Zjadłam śniadanie i poszłam wziądż prysznic.Była już godzina 12:48.Oglądałam mój ulubiony serial, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.Był to Lou.Przywitał się ze mną ciepło,ja to odwzajemniłam.Wsiedliśmy do jego czerwonego porsche i pojechaliśmy.
-Gdzie jedziemy Lou?-zapytałam
-Zobaczysz, to niespodzianka-odpowiedział.Po około 15 min byliśmy przed centrum handlowym.Weszliśmy do niego i poszliśmy do sklepu z ciuchami.Lou i ja umówiliśmy się, że ja jemu szukam ciuchów, a on mi.Więc ja ruszyłam w pogoń za ciuchami dla mojego chłopaka.Wymineliśmy się.Znalazłam spodnie w kratke,szelki i koszulkę z napisem "I Love Girls".A Lou znalazł koszulkę żółtą z ulicą Londynu,botki i eleganckie spodnie.Spotkaliśmy się przy garderobie.Wszystko na nas pasowało jak by było szyte.Wiec Lou powiedział, że kupi te ciuchy i pójdziemy w nich  razem na randkę.Ja zaprzeczyłam i powiedziałam, że przynajmniej za część ja zapłacę.Po kilku minutowej, chwilowej kłótni zgodził się żebym za coś zapłaciła.Wyszliśmy z tego sklepu i zgłodnieliśmy więc poszliśmy do restauracji.Ja zamówiłam kawę i wuzetkę Louis to samo.Po odpoczęciu poszliśmy koło fantanny,która znajdowała się na środku centrum.Siedzieliśmy tam i rozmawialiśmy o wakacjach.Po 1 godzinie pojechaliśmy do parku.Chodziliśmy po alejkach, słuchaliśmy jak ptaki śpiewają, wszędzie było zielono i wesoło.Lou powiedział:
-Skarbie zabiorę cię gdzieś gdzie jeszcze nikt tam nie był, nikomu jeszcze tego miejsca nie pokazałem.
-Dobrze prowadż Lou-odparłam.Szliśmy przez park jakieś 10 min i doszliśmy do dużego drzewa.Lou zawołał mnie żebym z nim na drzewie usiadła.Zgodziłam się.Lou zaczął mnie całować.Zrobiło się bardzo przyjemnie.Patrzyliśmy na siebie,jego piękny szeroki uśmiech,uśmiechał się na mnie ja to odwzajemniłam.W pewnej chwili Lou zszedł z drzewa i powiedział:
-Ja nie wytrzymam tak!
-Ale co się dzieje?
-Za bardzo cię kocham żeby to tak wyglądało.Nagle z krzaków wyszedł Niall z kanapką z sałatą i małym niebieskim pudełeczkiem.
-Czy to możliwe?-pomyślałam.Wszystko zaczęło nabierać wydarzeń z bajki.Lou uklęknął i powiedział
-Jeśli nie wyjdziesz za mnie zabije się.Jesteś moim sensem życia całe noce o tobie myślę.Nie moge bez ciebie żyć!
-Lou ja też tak mam jesteśmy dla siebie przeznaczeni.Lou podniósł mnie i ucałował.Następnie zadowoleni pojechaliśmy do domu Lou i reszty chłopaków.Zaproponowałam, że zrobię obiad.Chłopcy się zgodzili wyciągnęłam z szuflady przepisy na obiad i i zaczęłam szukać przepisu na kotlety i pirre ziemniaczane.Lou opłukał sałatę- chciał mi pomóc w przyrządzaniu obiadu.Kotlety były już usmażone więc wszyscy zasiedli do stołu.Bardzo wszystkim smakowało a zwłaszcza Niallowi jak zwykle.Lou i ja pożegnaliśmy się z chłopakami i pojechaliśmy do mojego domu by wyprowadzić mojego pieska Timonka i się przejść.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz